Poniżej, krótki poradnik dla początkujących autostopowiczów. Oczywiście przed wyruszeniem w pierwszą przygodę radzę przeczytać większej ilości tego typu tekstów…

Czy to naprawdę działa?

TAK! Naprawdę można stanąć przy drodze pomachać trochę ręka i już po chwili sunąć w siną dal!!! W ciągu dwóch dni startując z Polski dojechałem do: Rzymu, Londynu, Stambułu, Marsylii, w Pireneje, Alpy, do Kosowa. Cztery i pól dnia zajął mi dojazd do Maroka. Oprócz tego zjechałem całą Skandynawię i Nowa Zelandię, 6000 km po Australii, w Ameryce Południowej (po dwóch dniach czekania) złapałem stopa przez pół kontynentu
z Chile do Paragwaju. Sky is the limit!!!



Łapanie stopa w Nowej Zelandii. Fot. Marcin Franke :)

Ile kosztują autostopowe wakacje?

Hmmm, to zależy tylko od nas. Generalnie na dwutygodniowe wakacje: Alpy, Lazurowe Wybrzeże, czy co tam sobie tylko wymarzysz można już pojechać z budżetem 100 pln (słowie: sto złotych). Ale zaznaczam, to wersja ekstremalna, mocno ekstremalna. Raczej niepolecana na pierwszy raz:). Mój osobisty rekord to zakupy w Tesco za ok. 55 pln i wydanie 2,35 euro (na zakup trzech bochenków chleba) w czasie dwutygodniowego pobytu w Holandii. Jeżeli wybierzemy się ze setką euro, możemy już mówić o mega komforcie. W miastach będziemy spać na kampingach, parę razy siądziemy w knajpie i zjemy pizzę, itd.  

Przed wyjazdem:

Sprawa najważniejsza: to nie mapa, nie noclegi i nie towarzysz podróży, ale UBEZPIECZENIE!!!! Dzień na francuskim ojomie +/- 2000 euro, sprowadzenie zwłok do kraju – 10 000 euro. Skoro to ma być w założeniu tani wyjazd, nie ryzykuj, że będziesz spłacał kredyt za pomoc medyczną do końca życia!!!! 20 000 euro wydaję się być sumą minimalną na jaką warto się ubezpieczyć.

Później długo, długo nic i dalej:

Dobra mapa. Muszą być zaznaczone stacje benzynowe na autostradach i nr zjazdów. Żeby się szybko nie zniszczyła (będziemy ją rozwijać średnio, co 5 sekund:), warto podkleić miejsca zgięć taśmą przeźroczystą.

Zakupy przed wyjazdemNie ma sensu kupowania góry żarcia i noszenie/wożenia tego. Ja zabieram przeważnie jedzenia na drogę i pierwsze parę dni: kilka konserw, serki do smarowania, jako antyfan zupek chińskich, jako coś ciepłego na ząb polecam kiśle (extra z pepitkami), ew. makaron
z sosami Winiary:). Słodycze:) (jadąc w góry to pozycja obowiązkowa); herbatę i cukier (dla zmniejszenia wagi można wziąć słodziki, choć ponoć są niezdrowe). Jeśli będziemy kupować pomidory, nie zapomnijmy schować je do menażki, nie zmiażdżą się nam. Woda mineralna. Nie wyrzucamy butelki, będziemy ją napełniać wodą z kranów. Można jeszcze zabrać parę pluszy, wiecie tych pastylek aby woda miała jakiś smak. Albo bardziej zdrowotnie: wapno.

Noclegi, można już o tym pomyśleć będąc jeszcze w domu, ale o tym szerzej w dziale noclegi.

Co zabieramy ze sobą?

Duży plecak. Wiem, tutaj ameryki nie odkryłem:).

Mały plecak. W czasie jazdy stopem, trzymamy tutaj aparat fotograficzny, dokumenty, kasę (no chyba ze trzymamy to gdzieś przy ciele), „szturm żarcie”. Gdy zwiedzamy jakieś miasto i duży plecak mamy gdzieś zostawiony, w małym mamy wszystko co potrzeba nam na krótką jednodniową wycieczkę.

Namiot. W tych ze stelażem zewnętrznym nie zaleje nam sypialni jak będziemy się rozbijać w czasie padającego deszczu… Na Europę starczy namiot z marketu za 80 pln.

Śpiwór, karimata.

Palnik do gotowania, menażka. Wiadomo fajnie po zimnej nocy wypić coś ciepłego. Gaz o pojemności 800 ml spokojnie starcza na dwutygodniowy wyjazd – rano/wieczorem herbata plus kisiel/zupka w południe. Palnik to koszt już od ok. 90 pln. Nie zapominamy o zapalniczce.

Ciuchy. Wedle uznania. Jadąc na południe Europy, nie w góry buty mnożna zostawić w domu, tylko sandały turystyczne.

Apteczka.

Drobiazgi: latarka (najlepiej czołówka), okulary przeciwsłoneczne, coś do czytania, ładowarka do komórki, do baterii do aparatu, przybory do mycia (warto się umówić, że pastę do zębów, szampon bierze tylko jedna osoba – najlepiej wcisnąć to dziewczynie:).

Dokumenty. Ich ksero dajemy współtowarzyszowi podróży. Jak nas okradną to może jego nie.



Iwona, Ewa i Ola stopują w Skandynawii. W tle Brama Laponii. Fot. Marcin Franke

Ruszamy! Gdzie łapać?

Zawsze w miejscu dobrze widocznym, bezpiecznym dla nas i kogoś kto się nam zatrzymuje. Czyli w okolicach jakiejś zatoczki, szerokiego pobocza, z dala od zakrętów, nie na drodze „pod górkę”. Oczywiście to na drogach zwykłych nie „hajłejach”. Na autostradach poruszamy się od jednej stacji benzynowej do kolejnej. Zawsze wychodzimy na ostatniej stacji przed zjazdem aktualnego samochodu. Dlatego zawsze mamy mapę
w ręku!!! Na stacjach możemy łapać na dwa sposoby: na końcu terenu należącego do stacji – tam gdzie jest już wjazd na autostradę, lub podchodzić do kierowców w czasie tankowania. W tym drugim przypadku potrzebna jest naprawdę żelazna psycha. Ludzie będą nas ignorować, olewać, gadać że nie rozumieją itd. Serio to jest koszmar!!!

Noclegi

W czasie jazdy na daleki dystans śpimy oczywiście przy stacjach benzynowych. Pełna kultura jest toaleta, woda w kranie, dla czyścioszków prysznic za ok. 2 euro.

W górach wiadomo, wszędzie gdzie jest płasko.

W miastach. Oczywiście mamy dworce kolejowe, parki miejskie. Ale o ile wygodniej, a przede wszystkim bezpieczniej, byłoby spać gdzieś w domu. Tutaj z pomocą przychodzą nam takie organizacje jak: Hospitality Club, Couch Surfing. Zrzeszają one osoby, które za darmo zapraszają na nocleg do siebie do domu. Zakładamy sobie konto na takim portalu, wypełniamy profil i po chwili już możemy pisać od osób mieszkających w interesującym nas miejscu z zapytaniem o miejsce dla nas. Reszta informacji co i jak – na stronach tychże organizacji.

W miastach można też spać w piwnicach, na ostatnich piętrach bloków. Decyzje o tym należy jednak mocno przemyśleć!!!!

Duże miasta

To piętach Achillesowa autostopu. Znaczy się konkretnie wyjazd z nich. Jak znaleźć wylotówkę z miasta tak dużego jak Wiedeń, Barcelona czy Londyn??? Zaczynamy już w domu: na portalach o stopie szukamy czy przypadkiem nie jest opisany wyjazd z miasta, w którym będziemy. Jak nie, zadajemy pytanie na forum. Będąc już na miejscu bierzemy mapę miasta z inf. turystycznej (w sumie to i tak ją bierzemy) i pytamy o to jakimi autobusami, metrem dojedziemy na wylotówkę. Uwaga!: ci ludzie nigdy nie kumają o co chodzi! Trzeba godzinę gadać, że my nie mamy samochodu i chcemy na stopa!!! Później wsiadamy do busa, metra. Oczywiście jedziemy bez biletu (jest ryzyko jest zabawa). Gdy przychodzi kobuch, warto mieć przy sobie dziewczynę, która potrafi się rozpłakać na zawołanie (działa). Jak nie to płaczemy sami.  


Łapanie stopa na takiej drodze. Bezcenne. Kanada. Fot. Marcin Franke

Bezpieczeństwo lub raczej niebezpieczeństwo

Mnie (odpukać) nic złego jeszcze nie spotkało. W czasie jazdy najbardziej newralgicznym wydaję się moment wsiadania/wysiadania. Aby koleś nie odjechał nam z plecakami, robimy tak. Przy wsiadaniu: wchodzi pierwsza osoba, następnie podajemy jej plecaki i wsiadamy my. Jeżeli gość każe włożyć plecaki do bagażnika to samo: pierwsza osoba wsiada a my sami pakujemy plecaki. Przy wysiadaniu odwrotnie. Jedna osoba wysiada i druga podaje jej plecaki.  


Przyjemnej i bezpiecznej podróży!!!!!!!!!!!!!!!



Copyright © 2011. All Rights Reserved.