Tutaj, możesz się dowiedzieć o kim w ogóle jest ta stronka. Najpierw wersja dla tych, którym się spieszy a później dla tych mających trochę więcej czasu.


Marcin Franke –  absolwent Wydziału Nauk o Ziemi Uniwersytetu Śląskiego oraz podyplomowo Sportu i Turystyki na katowickim AWF-ie a także Zarządzania w kulturze, sztuce i turystyce kulturowej na Uniwersytecie Ekonomicznym. Laureat nagrody Prezydenta Miasta Katowice w kategorii Najlepszy Działacz Sportowy w 2017 roku. Pomysłodawca Festiwalu Slajdów Podróżniczych, Miejskigo Rajdu Przygodowego, całonocnych wycieczek rowerowych znanych pod nazwą "Night Biking", cyklu wieczornych zawodów na orientację "Katowice wieczorową porą" - wszystko to właśnie w Katowicach oraz zawodów na orientację "Silesia Race". Współzałożyciel Studenckiego Koła Naukowo – Podróżniczego „Denali” Uniwersytetu Śląskiego, Śląskiego Stowarzyszenia Podróżniczego „Garuda” oraz Stowarzyszenia "Silesia Adventure Sport". Prowadzi stronę na Facebooku "Silesia Adventure Sport" (traktujący o rajdach przygodowych, biegach górskich, marszach na orientację). Z urodzenia tarnogórzanin, a z wyboru katowiczanin. Swoją przygodę z podróżowaniem zaczął od weekendowych wyjazdów w Beskidy. Jeszcze w szkole średniej, wcześniej niż maturę zdobył uprawnienia Przewodnika Beskidzkiego w Studenckim Kole Przewodników Beskidzkich w Katowicach. W czasie studiów odbył kilkanaście podróży autostopowych po Europie, tym sposobem dotarł również do Afryki. Już z tytułem magistra geografii Koleją Transsyberyjską dociera do Państwa Środka, podróżuje po Ameryce Południowej, Indiach, Nepalu i Pakistanie. Kolejne półtorej roku spędza w stolicy Szkocji a za zarobione pieniądze wyjeżdża w podróż dookoła świata. Po powrocie do kraju pracuje na Poczcie Polskiej, uczy geografii, pilotuje wycieczki po Afryce i Am. Płd. organizuje jedne z największych imprez na orientację w Polsce. Entuzjasta pewnego stylu podróżowania mającego na celu maksymalne wydłużenie pobytu w danym państwie za jak najmniejszą ilość środka płatniczego tam obowiązującego (póki co rekordem jest spędzenie 12 dni w Holandii za 2,5 euro).

W boliwijskiej dżungli.


Wersja dla mających czas… wywiad z 2013 roku


Kacper Dziwny: Dzień dobry. To może na początek krótko o sobie.

Marcin Franke: W takim razie najkrócej jak się da. Niemalże ankietowo: urodzony w październiku 1978 roku, 182 cm wzrostu, jakieś 80 kg (zrzucam!!!:), skończona geografia.

K.D. Czym się pan zajmuje w życiu? Jakieś zainteresowania?

M.F. Staram sie nie przaprocowywać :)

K.D.Mogę prosić jaśniej.

M.F. No jestem prezesem w swojej jednoosobowej firmie. Póki co jakoś na ten ZUS wyrabiam... (w ten czy inny sposób, proszę bez szczegółów:))) A jeśli chodzi o te cały zainteresowania to na pierwszy plan chyba zdecydowanie wysuwają się podróże. Ale spokojnie naprawdę takie przez małe „p”.

K.D. Dobrze. Skoro praca w naszej rozmowie to „persona non grata” pogadajmy o tych podróżach.

M.F. No ale o czym tu opowiadać. Fajnie jest sobie gdzieś pojechać, zobaczyć coś ciekawego, a po powrocie z dwutygodniowych wakacji powiedzieć jeszcze znajomych, że wydało się mniej niż oni w weekend na "dysce…"

K.D. Aha! Czyli raczej nie mówimy tutaj o wycieczkach spod znaku All Inclusive?

M.F. (śmiech) No nie. Raczej nie gadamy o tego typu motywach. Raczej spanie na dworcach, w parkach, w plecaku żarcie z „teskacza” a w portfelu 5 euro. No i dużo cierpliwości jak się czeka na stopa – z tym zawsze u mnie najgorzej:).

K.D. Autostop:), to naprawdę dział??? Można w ten sposób gdzieś się dostać?

M.F. Jasne!!!:) Działa i to jeszcze jak!!! Serio jeździłem stopem na sześciu kontynentach tego świata, kilkaset „złapanych” samochodów
i kilkadziesiąt tysięcy km… Naprawdę sporo tego się uzbierało…

K.D. Dobrze, ale jak to się wszystko zaczęło? Przechodził Pan kiedyś obok drogi i pomyślał wystawię kciuka?? Zobaczę co się stanie…

M.F. Nie, nie zupełnie. Pierwszy mój stop to wakacje po trzeciej klasie szkoły średniej. Rekolekcje oazowe w Ochotnicy. 4 km jakie dzieliło nad od kościoła, dosyć często robiliśmy stopem. Pierwsza prawdziwa podróż, to wakacje przed studiami: Budapeszt, Bratysława, Praga. Pamiętam jak dziś te dwa noclegi na ławkach przed dworcem Nyugati. Całą noc byliśmy zaczepiani przez jakiś lumpów, próbowano nas okraść, takie tam. Baaaardzo się wtedy bałem. Później kilka podróży w czasie studiów: m.in. super półtora miesiąca po Skandynawii, stopem do Maroka. Też właśnie na studiach organizowaliśmy (my, znaczy się Studenckie Koło Podróżnicze „Denali”) Akademicki Mistrzostwa w Podróżowaniu Autostopem. Odbyły się dwie edycje do Wiednia i Rzymu. Niestety po skończeniu przez nas studiów, nikt tego jakoś dalej nie ciągnął… Ale ogólnie serio, ten cały autostop to świetna sprawa. Naprawdę obserwując zmieniające się krajobrazy z wysokości dwumetrowej szoferki chce się krzyczeć: „Świat to za mało”!!!!!!!!!!!!

K.D. WOW!:). Można odnieść wrażenie, że ten cały autostop to najlepsza rzecz, jaka pana w życiu spotkała?

M.F. Nieee… wierze, że najlepsze rzeczy są jeszcze ciągle przede mną – cokolwiek to oznacza:). Ale np. ten cały festiwal, na pewno mógłbym wymienić jako jedną z najfajniejszych rzeczy, które gdzieś tam spotkałem po drodze…


Mistrzostwa Europy w rajdach przygodowych. Beskid Niski, styczeń 2013r. 

K.D. Ale jaki festiwal?

M.F. Aaaa to długa historia… To może od początku, bo tak będzie chyba lepiej. Wie Pan, na pierwszych latach studiów jeździliśmy na takie różne spotkania, imprezy podróżnicze gdzie pokazywano slajdy, filmy podróżnicze. No i pewnego jesiennego wieczora wpadłem na pomysł, żeby zrobić coś takiego w Katosach. Łatwo nie było, najpierw trzeba było przekonać do motywu znajomków. Do dziś pamiętam jak ryczałem stojąc na łóżku w pokoju w akademiku „I have a dream:) !!!!” i że to nie przypadek, że ja również mam na imię Marcin:). Najpierw odbył się taki mały festiwal na naszym wydziale, znaczy się Nauk o Ziemi. Było naprawdę OK. Uwierzyliśmy, że można zrobić coś dużego. Żeby mieć jakąś kasę i występować nie jako grupka znajomków założyliśmy Studenckie Koło Podróżnicze „Denali”. No i w marcu 2003 roku odbył się I Festiwal Slajdów Podróżniczych w Katowicach. Gadam Panu: mega chałupnicza robota. Od początku: plakat. Mój „serdeczny przyjaciel”:) Piotrek dzień przed oddaniem plakatu do druku kupił w empiku podręcznik do Corela i razem z tatą cała noc nad tym siedzieli:). Godzinę przed rozpoczęciem imprezy okazało się, że żarówka w rzutniku pożyczonym z wydziału jest spalona. „Fon” do sekretariatu i jedna z życzliwych nam pań przywozi nową. Na drugi dzień okazało się ze jakiś koleś ma fotki na CD. Oczywiście o lapkach nawet wtedy nie słyszeliśmy. Znów Piotrek ratuje sytuację i busem z Mysłowic, przywozi swojego kompa. Wie Pan, tą taką dużą skrzynię… No i na koniec sama aula. Teraz mamy pomoc gości z Instytutu Fizyki. Ale wtedy dostaliśmy tylko klucz do auli i tyle. Gdzie się zapala światło? Jak działa ten cały rzutnik cyfrowy? Czemu ten cholerny mikrofon nie działa (aha, trzeba jeszcze lecieć kupić baterie:) itd. itd… Serio ze to się wszystko udało… istny cud!

K.D. No rzeczywiście brzmi to wszystko dosyć przygodowo.

M.F. Nooo i takie właśnie było. I skoro już to Pana tak ciekawi:) to powiem jeszcze jedno. Jak zaczęliśmy robić Festiwal to tak: z kasy naszego koła kupowaliśmy po 4 blachy ciasta, ale takie wie Pan olbrzymie blachy prosto z cukierni i kilkanaście litrów soków. W przerwach pomiędzy prelekcjami częstowaliśmy tym naszą publiczność - oczywiście za free. O tym, że wejście na imprezę również było – i do dziś jest - za free nawet nie wspominam. No i jeszcze pod koniec każdego dnia, wśród publiczności losowaliśmy jakieś gadżety od naszych sponsorów: przewodniki, jakieś
T-shirty, karnety do kina, itd. Także serio, biorąc pod uwagę te trzy motywy: wejście za darmo, jakiś tam skromny posiłek za darmo, możliwość wygrania jakiegoś miłego gadżetu, myślę, że byliśmy w światowej czołówce tego typu imprez. I serio ważę teraz słowa! Także naprawdę, że zrobiło to wszystko pięcioro studentów z czwartego roku geografii, ja uznaję za cud!. Serio ciągle jeszcze czekam na tytuł honorowego obywatela Katowic:)…

K.D. Panie Marcinie, chyba sam pan w to nie wierzy…

M.F. Nie czemu? Nadzieja umiera ostatnia… Mogę oczywiście jeszcze powiedzieć, jak to kasę na działalność koła "Denali" dostawaliśmy
w czerwcu, tak więc przez trzy pierwsze edycje Festiwalu w marcu wyskakiwałem z własnej kasy 5, 6 stów. Płaciłem za plakat i "odbierałem" sobie te pieniądze po 3 miesiącach. No umówmy się. Liczba osób, które takie coś by robiła jest skończona... Pamiętam, jak przy pierwszym festiwalu panie z dziekanatu powiedziały mi: "Panie Marcinie, jesteście nowym kołem, nie wiadomo czy i ile kasy dostaniecie. Kto Panu później zwróci te pieniądze???" No ale jak uczy historia, opłacało się!!!!:) Dobra koniec o mnie, mogę coś jeszcze powiedzieć? Będzie to puszczone w „Mitach”
o siódmej?

K.D. Jasne, słucham.

M.F. Tak więc korzystając z okazji że ogląda nas parę milionów osób, chciałbym serdecznie podziękować i pozdrowić panią Gabrysię z Instytutu Fizyki. Otóż jak wtedy, ileś tam lat temu szukałem sali gdzie by tu zrobić festiwal slajdów, to byłem oczywiście na wszystkich wydziałach
w centrum Katowic. I oczywiście wszyscy pokazali mi „serdeczny palec”. Wszyscy oprócz właśnie pani Gabrysi, dla której to nie był problem, że paru studentów chce coś zrobić. Dlatego serio jeszcze raz serdeczne dzięki, a rektorowi „usia” życzę więcej TAKICH pracowników!!!!!

Pod wieżami Paine. Patagonia.

K.D. Dobrze, zostawmy te całe podróżowanie. Coś bardziej przyziemnego. Jaką książkę ostatnio pan czytał?

M.F. Shantaram i serio gorąco polecam. A ulubiony rodzaj książek, jakie czytam to przewodniki. No i uwielbiam przesiadywać w empiku.

K.D. No a filmy? Jakieś ulubione?

M.F. Morze Miłości – świetne, ile to razy ja już ten film opowiadałem znajomym:). Później Alternatywy. Nie uwierzy pan, ale na Poczcie (taka moja była robótka) jest więcej absurdów niż tam:). No i Bad Boys: Wszyscy chcą być tacy jak Mike!!!!!!!!!!!!!!!

K.D. A jaka muzyka gra ostatnio dla pana?

M.F Właśnie muza. To jest coś, czego najbardziej brakuje mi na wyjazdach. Kiedy w końcu kupię sobie tą empetrójkę??!!??? Ale konkretnie: piosenka ostatniego mojego wyjazdu to „Sen o Warszawie”. Na You Tube, lubię obejrzeć „Twoja Generacja” i „Hej Kobieto”, ale te wersje Woodstokowe. Tak globalnie to chyba nie jestem fanem jakiejś konkretnej kapeli. Jak mi się coś podoba to ściągam…

K.D. Dobrze, dziękuje serdecznie za rozmowę. I do zobaczenia gdzieś na świecie:).

M.F. Jasne, również wielkie dzięki, do zobaczenia!


Arches National Park. USA.




Copyright © 2011. All Rights Reserved.